Portal o gminie Wielgomłyny

Aktualności, historia, zdjęcia

70 lat temu nad Pilicą...

Dokładnie 70 lat temu - 1 czerwca 1944 roku - w nadpilicznych lasach doszło bitwy oddziałów Armii Krajowej z niemieckim agresorem. W ubiegłą niedzielę, 25 maja odbyły się uroczyste obchody okrągłej rocznicy tych wydarzeń.

Uroczystości rozpoczęły się od mszy polowej na placu po byłej szkole we wsi Wola Życińska (gm. Wielgomłyny). Nabożeństwo odprawił ks. Mariusz Adam Jędrzejczyk - w kazaniu nawiązał do najwyższej ofiary, jaką na ołtarzu ojczyzny złożyli nasi ojcowie, dziadkowie.

Także w przemówieniach przedstawicieli władz samorządowych nie brakło odniesień do historii - do ponurych czasów okupacji hitlerowskiej, kiedy to Polacy walczyli nie tylko o niepodległość, ale również o przeżycie. Głos zabrali: starosta radomszczański Robert Zakrzewski, wójt gminy Wielgomłyny Bogdan Witaszczyk, mjr Tomasz Liburski z 25 Brygady Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim oraz pułkownik Zbigniew Zieliński, sekretarz stanu w rządach premierów Jana Krzysztofa Bieleckiego, Jana Olszewskiego i Waldemara Pawlaka. Uroczystości uświetnił także radomszczański chór Cantabile.

Następnie udano się pod pomnik poświęcony polskim ofiarom bitwy, a także poległym z terenu gromady Wielgomłyny w okresie okupacji hitlerowskiej. Pomnik znajduje się przy drodze łączącej stolicę gminy z Krzętowem. Władze powiatu, gminy Wielgomłyny, kombatanci, a także przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Historycznego oddział w Radomsku złożyli tam wiązanki kwiatów i zapalili znicze. Aby upamiętnić tych, którzy zginęli za naszą wolność odbył się Apel Oręża w wykonaniu żołnierzy 25 Brygady Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim. Ku pamięci poległych oddano salwę honorową.

Warto przypomnieć o wydarzeniach, jakie miały miejsce 70 lat temu w nadpilicznych lasach. Pod koniec maja 1944 roku w związku z podjęciem informacji o planowanej pacyfikacji zdecydowano o likwidacji partyzanckiego obozowiska nieopodal wsi Rogi. 31 maja 1944 r. partyzanci Floriana Budniaka "Andrzeja" i Jana Kalety "Postracha" przenieśli się w lasy krzętowskie, bliżej rzeki Pilicy.

Niestety miejsce stacjonowania partyzantów mogło zostać łatwo dostrzeżone - zwłaszcza z powietrza - i tak się zresztą później stało. Powodem były kolorowe namioty, sklecone ze spadochronów, na których alianci zrzucali zasobniki ze sprzętem i amunicją. Namioty wprawdzie były lekkie i przewiewne, jednakże ich kolorowość była bardzo niepartyzancka i niebezpieczna zarazem.

Obydwa plutony por. Floriana Budniaka "Andrzeja" przebywały w lasach krzętowskich - dowództwo wraz z około 40 żołnierzami blisko rzeki Pilicy, a 400 metrów dalej partyzanci dowodzeni przez Jana Kaletę "Postracha". Oddzielał je niewielki zagajnik.

1 czerwca od samego rana rozpoczęło się pacyfikowanie przez Niemców leśnych ostępów. Agresorzy obsadzili Maluszyn i Wolę Życińską. Zewsząd słychać było warkot silników samochodowych.

Niebawem nadleciał zwiadowczy samolot Storch "Bocian". Lotnicy dojrzeli kolorowe namioty partyzanckiego obozowiska i zaczęli zrzucać w to miejsce granaty i bomby zapalające. Z samolotu padły też strzały z broni maszynowej. Atak z powietrza nie wyrządził zbyt wielkich szkód, zapalił się jednak zagajnik oraz feralne, kolorowe namioty.

Niedługo potem od strony Woli Życińskiej w kierunku miejsca, gdzie przebywały plutony AK, zbliżać zaczął się duży oddział niemiecki, który otworzył ogień w kierunku Polaków.

Niemcy klinem weszli pomiędzy dwa plutony - "Andrzeja" i "Postracha". Nie wiedzieli jednak o obecności tego drugiego. Napierali na żołnierzy "Andrzeja" chcąc zepchnąć ich w stronę rzeki. Na to tylko czekał znajdujący się nieopodal Józef Kasza "Alm" - dał rozkaz rozpoczęcia ognia. Niemcy padli natychmiast na ziemię, gdzie który stał - kilku już miało się nigdy nie podnieść.

Zdezorientowany major SS nakazuje wstrzymać ogień, myśląc, że dostał się przez przypadek pod ogień niemieckiego wsparcia. Karni żołnierze stosują się do polecenia i przestają strzelać. Podnoszą się ze swych stanowisk i kierują wprost skrajem lasu na zmeliorowane łąki, gdzie nie spodziewając się niczego dostają się na linię strzału ludzi z oddziału "Alma". Niemcy padają jak muchy. Kilku próbuje ukryć się w zaroślach i krzakach jeżyn. Wróg będąc w potrzasku działa już trochę na oślep.

O wyniku tego wydarzenia zadecydował z jednej strony przypadek, z drugiej zaś taktyczny zmysł jednego z oficerów. Straty po stronie polskiej były niewielkie: 3 poległych i dwóch rannych. Natomiast Niemcy stracili aż 37 żołnierzy, w tym dowódcę oddziałów pacyfikacyjnych, majora SS. Dla Niemców pacyfikacja nadpilicznych lasów okazała się druzgocącą porażką. Dla partyzantów - powodem do chwały.
Tekst: Tomasz Michał Kolmasiak
Zdjęcia: Henryk Kolmasiak
Obejrzyj galerię zdjęć z uroczystości - włącz miniaturę fotografii i korzystaj ze strzałek lub indeksu miniatur.

 

Dołącz do nas!

Gmina Wielgomłyny

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj68
mod_vvisit_counterWczoraj321
mod_vvisit_counterTen tydzień920
mod_vvisit_counterPoprzedni tydzień2845
mod_vvisit_counterTen miesiąc7995
mod_vvisit_counterPoprzedni czas11495
mod_vvisit_counterCały czas2261521

Aktualnie: gości 17 połączonych
Twoje IP: 54.92.158.65