Portal o gminie Wielgomłyny

Aktualności, historia, zdjęcia

Nasi wielcy ludzie

Mało kto wie, że międzywojenna Polska miała swoich wielkich ludzi z terenu naszej gminy. I mowa tutaj nie o dziedzicu z Maluszyna, ale o przedwojennym mieszkańcu Trzebiec.

Walenty Wójcik urodził się 4 lutego 1893 roku w Trzebcach, w gminie i parafii Wielgomłyny w wielodzietnej, chłopskiej rodzinie. Jego rodzice mieli jedenaścioro dzieci, z czego wieku dojrzałego dożyło pięcioro spośród nich. Była to biedna rodzina chłopska, skutkiem czego odebrał on jedynie elementarne wykształcenie, charakterystyczne dla tamtych czasów.

Od młodzieńczych lat pozostawał w opozycji do zaborcy. Utożsamiał się z chłopskim ruchem Zaraniarzy, który poza popularyzowaniem wśród chłopów patriotyzmu i podnoszeniem kwestii niepodległości zajmował się także szerzeniem oświaty oraz haseł postępu społecznego i gospodarczego. Nic bliższego jednak na temat działalności Walentego Wójcika wśród Zaraniarzy nie wiadomo.

Więcej natomiast wiadomo na temat jego działalności w Związku Strzeleckim w Szwajcarii, czyli w paramilitarnej organizacji, która uczyła zasad wojskowych i obchodzenia się z bronią na wypadek wybuchu światowej wojny, w której upatrywano szansy na odzyskanie przez Polskę niepodległości.

Do Szwajcarii ściągnął go w 1910 roku jego starszy brat, Jan Wójcik. Dla obu była to w założeniu typowa emigracja zarobkowa. Pracowali razem w fabryce cygar w Bernie, gdzie Walenty Wójcik był zatrudniony na stanowisku pomocnika majstra.

Tam zaangażował się w działalność niepodległościową, czego wyrazem było zapisanie się do oddziału Związku Strzeleckiego w Zurychu. Na początku 1914 roku oddziały w Szwajcarii wizytował Józef Piłsudski, jako ich Komendant. Wójcik miał okazję wówczas go poznać, a nawet odbyć rozmowę. Niemniej była to po prostu ogólna rozmowa, jaką Piłsudski odbył z każdym innym Strzelcem.

Z momentem wybuchu I wojny światowej w 1914 roku nastąpiła mobilizacja więc Walenty Wójcik wraz z pozostałymi Strzelcami ze swojego oddziału wyruszył w ojczyste strony. W Krakowie był 16 sierpnia tego samego roku i wtedy też wstąpił do Legionów Polskich. Znalazł się w szeregach 2. pułku piechoty. Podkreślić należy, że był jednym z pierwszych legionistów ze swoich rodzinnych stron. Rzecz o tyle istotna, że dla niego droga do Krakowa była dłuższa niż dla innych legionistów z Wielgomłynów i okolic, wiodła wszak ze Szwajcarii.

Ze swoim legionowym oddziałem przeszedł cały szlak bojowy aż do walk na Wołyniu w 1916 roku. W tym czasie był awansowany i odznaczany za swoje czyny podczas działań wojennych. Pierwszy awans, ze stopnia starszego żołnierza do stopnia kaprala, miał miejsce jeszcze w grudniu 1914 roku. Następnie awansowano go do stopnia plutonowego w połowie 1915 roku, co było nagrodą za zdobycie placówek z rąk żołnierzy rosyjskich. Został wówczas także za to odznaczony austrowęgierskim srebrnym medalem za waleczność. Z większych dokonań okresu legionowych walk warto jeszcze wymienić bitwę pod Rarańczą w dniu 12 czerwca 1915 roku, gdzie Wójcik szczególnie się odznaczył.

Jesienią 1915 roku front na pewien czas zastygł więc legioniści zajęli się budową okopów. Podczas tych prac złamano mu rękę, skutkiem czego został wycofany z frontu do Lublina, gdzie w szpitalu legionowym leczył złamanie.

Walenty Wójcik po rekonwalescencji nie wrócił już na front. Zakończył się więc dla niego czas, gdy walcząc o wolną Ojczyznę musiał zabijać. Po latach w rozmowie z synem opowiadał, że najgorsze co wspomina z tej wojny, to jego pierwszy celny strzał do rosyjskiego żołnierza. Stwierdził, że to oczywiście był wróg, ale jednak człowiek, którego zabił.

Następnie został przeniesiony do Radomska, wówczas zwanego jeszcze Noworadomskiem, gdzie pracował w Biurze Werbunkowym Legionów. Biura te zajmowały się werbowaniem ochotników do wojska, a Wójcik był tam komendantem sekcji, w skład której wchodziły posterunki werbunkowe w Maluszynie, Żytnie, Kobielach Wielkich i Wielgomłynach. O przydziale takiej funkcji zadecydowała najprawdopodobniej znajomość tego terenu.

W Radomsku poznał swoją żonę ? Stanisławę Cyranowską, córkę miejscowego stolarza Antoniego Cyranowskiego i jego małżonki, Marianny. Stanisława i Walenty pobrali się 3 listopada 1918 roku w miejscowym kościele p.w. św. Lamberta.

Małżonkowie mieli dwoje dzieci ? Halinę, urodzoną w 1919 roku i Zbigniewa, urodzonego w 1922 roku. Zbigniew, co warto podkreślić, jest wybitnym historykiem, autorem wielu artykułów i książek, przede wszystkim dotyczących okresu XVI i XVII wieku.

Z Radomska Walenty Wójcik został wcześniej, bo pod koniec 1917 roku, przeniesiony do Ostrowa Mazowieckiego, gdzie złożył podanie o przyjęcie go do Żandarmerii Wojskowej. Ten bowiem rodzaj broni uważał za odpowiedni dla siebie. Podanie zostało rozpatrzone pozytywnie i przeszedł przeszkolenie, po którym został w 1918 roku przeniesiony do

Warszawy. Tam pełnił obowiązki wynikające z charakteru Żandarmerii, będącej rodzajem policji wojskowej. Były to zatem patrole w mieście, sprawy śledcze, rewizje czy eskortowanie więźniów.

Po zakończeniu wojny i po reorganizacji wojska znalazł się w szeregach 1. Dywizjonu Żandarmerii Wojskowej w Warszawie, w którym pozostawał już przez cały okres międzywojenny.

Wówczas też, pod koniec 1918 roku, Walenty Wójcik został awansowany do stopnia wachmistrza.

W wojnie polsko-bolszewickiej nie brał udziału, co było najprawdopodobniej skutkiem dyskwalifikującego go do walki złamania ręki, pełnił zaś w tym czasie służbę w Warszawie.

W 1922 roku odbył 4 miesięczny kurs dla żandarmów, zakończony przez niego wynikiem "dobrym", który to wynik na tle innych był wynikiem stosunkowo wysokim. Zadecydowało to prawdopodobnie o przeniesieniu go z Warszawy do podwarszawskiego posterunku, który miał za zadanie ochraniać m.in. Sulejówek, gdzie Marszałek Józef Piłsudski miał swój prywatny dom.

Tym samym Walenty Wójcik pod koniec 1922 roku został przydzielony do ochrony Marszałka Piłsudskiego jako jego osobisty ochroniarz. Z tej funkcji wynikały jego podstawowe obowiązki, jakimi było chronienie Marszałka, tak na terenie Sulejówka, jak i podczas jego podróży po Polsce. Z czasem dzięki swojej wzorowej służbie został dowódcą owego posterunku w Sulejówku.

Jego dodatkowymi obowiązkami było robienie specjalnych zakupów dla Marszałka Piłsudskiego, czy szykowanie jego bagaży przed dalszymi podróżami, w związku z czym historyk Wacław Jędrzejewicz określił go po latach mianem majordomusa i było w tym trochę prawdy. Inna osoba z kolei napisała, że wykonywał wiele obowiązków, w tym ? podkreślić należy, że ta osoba uważała to za sprawę drugorzędną - w tym te związane z ochroną. Było to skutkiem sytuacji, w jakiej znalazł się wówczas Józef Piłsudski. Odsuwany od spraw politycznych i wojskowych wyjazdy do Warszawy czy innych polskich miast ograniczał do niezbędnego minimum, ciesząc się w zacisznym Sulejówku towarzystwem swojej żony i córek. Ochronie pozbawianej tym samym możności wykonywania swoich obowiązków zlecano inne zadania. Skutkowało to zacieśnianiem więzów pomiędzy gospodarzami i ich pracownikami, tak że adiutant Marszałka, Mieczysław Lepecki, mógł po latach napisać, że ?rodzina pana Marszałka lubiła tego starszego, zażywnego wachmistrza, który wszystkie jej sprawy uważał za swoje, i jak o swoje się troszczył. Każde zadowolenie czy troska rodziny Marszałka odbijała się na twarzy wachmistrza Wójcika jak w lustrze?.

W maju 1926 roku doszło do Przewrotu Majowego Marszałka Piłsudskiego. W tych dniach towarzyszył mu Walenty Wójcik. Poszedł za nim, jak sam powiedział, tam dokąd będzie trzeba, bez względu na to co się stanie. I tak 12 maja, gdy Marszałek jechał na słynne spotkanie na Moście Poniatowskiego z Prezydentem Wojciechowskim Wójcik siedział w jego aucie, a gdy Marszałek wraz ze swym sztabem podążał już na nogach Mostem, Wójcik także był obok. Dzięki temu, że towarzyszył Piłsudskiemu aż do ostatnich dni Przewrotu został we wspomnieniach jednego z jego uczestników określony nawet mianem ?Nieodstępnego Wójcika?.

Po Przewrocie Majowym Marszałek Józef Piłsudski powrócił do władzy i do Warszawy, gdzie ponownie zamieszkał w Belwederze. Wraz z nim przeniosła się tam ochrona z Wójcikiem na czele. Zakres jego obowiązków w Warszawie w zasadzie się nie zmienił w porównaniu z pracą w Sulejówku. Zamieszkał po sąsiedzku z Belwederem, w służbowym mieszkaniu z którego z okien widział pałac. Dodatkowo w latach 30, prawie po sąsiedzku z domem Marszałka w Sulejówku wybudował swój własny dom.

W tym czasie Marszałek dalej jeździł wielokrotnie na leczenie do Druskiennik na wileńszczyźnie. Towarzyszył mu wówczas i Wójcik. Innym miejscem wypoczynkowych wyjazdów były Pikieliszki, również na wileńszczyźnie. Marszałek miał tam dworek z kawałkiem ziemi, który dostał w ramach osadnictwa wojskowego. Podobnie i Wójcik dostał na Kresach ziemię, ale pierwotnie w innym miejscu. Prawdopodobnie za sprawą Józefa Piłsudskiego zamieniono mu tę ziemię i dano po sąsiedzku w Pikieliszkach, ponieważ Marszałek chciał mieć porządnego sąsiada, a w przypadku Wójcika wiedział, że tak będzie.

Z obowiązków, które doszły Walentemu Wójcikowi po 1926 roku wymienić można przewożenie posiłków dla Józefa Piłsudskiego do gmachu Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych, gdzie Marszałek pracował. Nosiło to znamiona eskortowania rzeczonych posiłków, ponieważ Marszałek bał się, że może zostać za ich pomocą otruty, a Wójcik był w jego oczach gwarantem, że się tak nie stanie.

Doszło mu także zorganizowanie i opiekowanie się tzw. Muzeum Marszałkowskim, czyli pokojami w Belwederze, w których w gablotach wystawiono różne pamiątki związane z osobą Józefa Piłsudskiego. Walenty Wójcik porządkował je oraz zajmował się licznie napływającymi dla Marszałka darami. Muzeum zaś było zwiedzane przez gości, którzy odwiedzali Marszałka, w tym przez polskich czołowych polityków, wojskowych czy zagranicznych dyplomatów.

Walenty Wójcik choć był ochroniarzem, to zakres jego obowiązków dalece wykraczał poza potocznie przyjęte ramy tego zawodu. Można więc powiedzieć, że był nie tylko ochroniarzem czy nieoficjalnym majordomusem, ale także domowym i przybocznym Józefa Piłsudskiego. Przez jednego z adiutantów Marszałka Wójcik i pozostali ochroniarze byli określeni jako w większej mierze domownicy pałacu belwederskiego, aniżeli groźni żandarmami. Wójcik natomiast miał być pośród nich prawdziwym królem, jak żartobliwie napisał dalej adiutant w swoich wspomnieniach.

Dzięki swojej służbie przy najważniejszej osobie w ówczesnej Polsce Walenty Wójcik był osobą rozpoznawaną nie tylko w Warszawie, ale i w całym kraju.

Świadczyć o tym może choćby pojawienie się postaci Walentego Wójcika w żarcie politycznym w endeckiej gazecie 'Słowo Pomorskie' z 1929 roku, wydawanej w Toruniu, który brzmi następująco: "podobno Marszałek Piłsudski przechodząc z Belwederu do Głównego Inspektoratu kupił od przebiegającego chłopaka <<Gaz. Warszawską>> i z niej dopiero dowiedział się o sprawie p. Miedzińskiego. Skutki były dla różnych różne: gazeciarz dostał 5 zł, pewni panowie zostali <<zaproszeni>> na <<konferencję>> do prywatnego gabinetu, zaś sierżant Wójcik został? ukarany dwutygodniowym aresztem ? za? <<dopuszczenie niepowołanych osób w pobliże p. Marszałka>>?. Rzecz warta podkreślenia, że nie jest w nim napisane jaką funkcję sprawował Walenty Wójcik, co oznacza, że autorzy żartu wyszli z założenia, iż każdy w Toruniu będzie wiedział kim jest. A jest to konieczne, dla zrozumienia puenty żartu.

W tym samym roku jego portretowe zdjęcie znalazło się w gazecie "Żołnierz Polski", a w rok później podobne zdjęcie zamieszczono w krakowskim ilustrowanym czasopiśmie ?Światowid? w rubryce ?Ci o których się mówi?, obok m.in. byłego amerykańskiego prezydenta. Pod zdjęciem Wójcika znalazł się podpis mówiący, że jest to bardzo znana w stolicy postać.

Natomiast w 1936 roku poetka Kazimiera Iłłakowiczówna pisząc wiersz umieściła w nim jego postać nazywając "wiernym Wójcikiem". Wiersz jest o dziewczynce, która chcąc spotkać się z Marszałkiem wywołała popłoch ochrony. Fragment z jego nazwiskiem ma następującą treść: ?Nasłuchuje wierny Wójcik przez sen na jawie: Poczekajcie. Coś szeleści, jak kociak w trawie. Coś się sunie. Byłbym przysiągł, że krok słyszałem: pies, nie pies, coś jakby źrebak ? lecz bardzo mały?. I w dalszej części: ?Aż tu ktoś jak burza leci, wszystkie warty się podnoszą, woźni i gońcy się płoszą ? że tak prędko, że tak nagle! Adiutanci dzwonią w szable. Wójcik we drzwi uchylone wpada ? blady i skupiony i choć wie już ? że niesłusznie, <<melduję>> coś tam <<posłusznie>>?.

Powyżej przytoczone przykłady pojawiania się postaci Wójcika w gazetach czy książkach, a tym samym w świadomości setek tysięcy Polaków świadczą, że Walentego Wójcika nie można sprowadzić tylko do roli ochroniarza Józefa Piłsudskiego. Jego rola byłainna, o szerszym spectrum, trudna do określenia i prawdopodobnie nie do porównania z innym przypadkiem. Wydarzenia z 12 maja 1935 roku zmieniły wszystko. Przede wszystkim w życiu Polski, ale także i poszczególnych Polaków. Zmarł wówczas bowiem Marszałek Józef Piłsudski. Dla Wójcika oznaczało to swoiste trzęsienie ziemi, wszak zmarła nie tylko bliska mu po tylu latach osoba, po której szczerze płakał, ale również człowiek, którego miał ochraniać, człowiek wokół którego toczyło się całe jego życie w ciągu ostatnich kilkunastu lat.

W tym historycznym momencie przy umierającym Marszałku obok rodziny pośród współpracowników i ludzi z najbliższego otoczenia był i on. Był także przy Piłsudskim i w dniach następnych podczas uroczystości pogrzebowych, w których przypadło mu zaszczytne miejsce. Bowiem w kondukcie pogrzebowym, tak na ulicach Warszawy, jak i Krakowa, Walenty Wójcik był członkiem szpaleru honorowego żołnierzy, którzy szli przy samej lawecie wiozącej trumnę z ciałem Marszałka.

Niedługo po śmierci Marszałka został awansowany na stopień chorążego. Dalej nie mógł już awansować, ponieważ nie miał niezbędnego do tego wykształcenia czyli matury.

Belweder nie przestał być wówczas jednym z miejsc pracy Wójcika, a wręcz przeciwnie, stał się jedynym. Było to związane z utworzeniem tam w pół roku później ogólnodostępnego Muzeum Józefa Piłsudskiego. Wójcik był tam intendentem czyli trzecią osobą po dyrektorze i kustoszu. W ramach swojej pracy brał czynny udział w jego tworzeniu, porządkował i opracowywał zbiory. Okazjonalnie, w sytuacji natłoku zwiedzających, wcielał się również w rolę przewodnika, podobnie zresztą jak i dyrektor. Przez jednego ze zwiedzających Wójcik został nawet określony mianem integralnej części tego Muzeum, muzealnej pamiątki, a to przez jego wieloletnią - ponad 12 letnią - służbę przy Marszałku.

Warto nadmienić, że przez cały okres międzywojenny Walenty Wójcik z żoną i dziećmi bywał w rodzinnych Trzebcach i Wielgomłynach, gdzie miał rodzinę - matkę oraz brata i siostrę, a także dalszych krewnych. Bywał w tym czasie również w Radomsku, gdzie mieszkali rodzice jego żony oraz jej rodzeństwo

Kolejnym trzęsieniem ziemi, które przewracało życie do góry nogami, była dla Walentego Wójcika II wojna światowa. W jej pierwszych dniach wyjechał z Warszawy wraz z najcenniejszymi przedmiotami z Muzeum. Ewakuował je przez Rumunię i Bułgarię do Francji, gdzie uratowane pamiątki złożył na ręce Prezydenta Polski Władysława Raczkiewicza, a następnie został przydzielony do Kancelarii Wojskowej Prezydenta RP jako jego ochroniarz.

Gdy Francja upadała pod niemieckim najazdem Walenty Wójcik wraz z innymi osobami z otoczenia Prezydenta dostał się do Anglii, do Londynu, gdzie zamieszkał w wynajętej dla Prezydenta willi. Jesień 1940 roku był to czas gdy Niemcy dokonywali prawie nieustannych nalotów lotniczych na Londyn. Wójcik zapisał wówczas w swoim liście, że ?świnie latają tu co noc i spać nie dają. Którejś nocy jedna z małych pigułek wylądowała mi za oknem, o mało co, że nie weszła do mieszkania i nie skopciła mnie?. Jak podsumował - 'jednym słowem mamy tu Warszawę sprzed roku'.

Na początku października tego roku Prezydent wraz z otoczeniem przeniósł się do innego mieszkania. Tam w trakcie nalotu Wójcik nie miał już tyle szczęścia co w powyżej opisanym przypadku. Dnia 14 października 1940 roku miało miejsce bardzo intensywne bombardowanie. Gdy na chwilę ustało Walenty Wójcik wyszedł na zewnątrz aby zorientować się w zniszczeniach. Wtedy spadły kolejne bomby, z których odłamki ciężko go raniły, tak że stan od razu był beznadziejny. Przewieziono go do szpitala, gdzie - co warto podkreślić - dwukrotnie odwiedzał go Prezydent Raczkiewicz. Mimo hospitalizacji nie udało się go jednak uratować i zmarł 17 października 1940 roku.

Jego pogrzeb, który zgromadził wiele -jak na wojenne możliwości - polskich osobistości z gen. Józefem Hallerem na czele, został poprowadzony przez prezydenckiego kapelana ks. Zygmunta Kaczyńskiego. Msza odbyła się w katolickiej kaplicy przy Baker Street 5, natomiast ciało złożono na londyńskim St. Mary's Roman Catholic Cemetery, gdzie spoczywa po dziś dzień.

Walenty Wójcik był pierwszym polskim żołnierzem pochowanym na tym cmentarzu oraz pierwszą polską, wojskową ofiarą niemieckich nalotów na Londyn. Jego śmierć zburzyła "małą stabilizację" którą z trudem udało się polskim władzom odbudować po upadku Francji.

Podczas swojego stosunkowo krótkiego życia Walenty Wójcik był wielokrotnie odznaczany. Prócz już wspomnianego austrowęgierskiego odznaczenia z czasów I wojny, którego później zresztą nie mógł nosić jako odznaczenia zaborców, posiadał także rumuńskie odznaczenie - Krzyż Walecznych, który dostał w 1923 roku z okazji wizyty Józefa Piłsudskiego w Rumunii, w trakcie której Wójcik mu towarzyszył. Z polskich odznaczeń posiadał podwójne nadanie Krzyża Walecznych z 1923 roku i jego trzecie pośmiertne nadanie z 1940 roku oraz Brązowy Krzyż Zasługi z 1928 roku, następnie zamieniony w 1938 roku na Srebrny Krzyż Zasługi. W tym samym 1928 roku przyznano mu również Medal Pamiątkowy za Wojnę 1918-1920 oraz Medal Dziesięciolecia Odzyskania Niepodległości. Do najważniejszych odznaczeń należy Polonia Restituta czyli Krzyż Odrodzenia Polski, którym Wójcik został udekorowany w 1929 roku jako pierwszy w historii żołnierz nie oficer, a podoficer. Natomiast najwyższym spośród jego licznych odznaczeń był Krzyż Niepodległości II klasy na trzy możliwe, przyznany mu w 1931 roku. Jednocześnie było to drugie w kolejności międzywojennych odznaczeń. Ważniejszy byłby już tylko order Virtuti Militari.
Tekst: Mariusz Kolmasiak
Autor jest autorem publikacji o życiorysie W. Wójcika. Książka jest do nabycia w cenie 40 zł - odbiór możliwy w Wielgomłynach. Dla zainteresowanych podajemy mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. Cena: 40 zł.
* Walenty Wójcik na zdjęciu z prawej strony

 

Dołącz do nas!

Gmina Wielgomłyny

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj76
mod_vvisit_counterWczoraj295
mod_vvisit_counterTen tydzień934
mod_vvisit_counterPoprzedni tydzień3234
mod_vvisit_counterTen miesiąc10579
mod_vvisit_counterPoprzedni czas9833
mod_vvisit_counterCały czas2286189

Aktualnie: gości 20, 
botów 1 połączonych
Twoje IP: 54.162.139.105